Konkurs nr 5 - zima
1. Każdy może przysłać dwa niepublikowane nigdzie (nawet na blogu czy forum) haiku. Nie musi być 5-7-5
2. Temat: Ptaki
3. Termin: do 29.01.2012, godz. 12.00
4. Haiku proszę przysłać na adres ad.eddie.ad@gmail.com w temacie wpisując: Ptaki
5. Każdy z uczestników konkursu musi głosować. Jeżeli ktoś nie zagłosuje, jego haiku zostaną wykreślone z listy, (o tyk jak i do kiedy głosować powiadomię każdego uczestnika mailem)
6. Nagrody: tomiki ufundowali Bronisława i Krzysztof, z mojej strony jakieś drobiazgi
7. Jeżeli ktoś ma pytania, to proszę pisać na w/w adres mailowy
Drogi biegną / Zazwyczaj znikąd donikąd / Dlatego trudno trafić --- Małgorzata Anna Bobak
7 stycznia 2012
31 grudnia 2011
Na stronie Magazynu Materiałów Literackich CEGŁA można poczytać moje
opowiadanie -->Zbieżność nazwisk
jeśli ktoś ma ochotę :))
opowiadanie -->Zbieżność nazwisk
jeśli ktoś ma ochotę :))
„Zbieżność
nazwisk”
Robert Marski spojrzał na
listę osób, które zdały egzamin z matematyki. Przeczytał całą listę i nie
znalazł swojego nazwiska. Był to już trzeci termin, ostatni. Robert był pewien,
że zda ten egzamin, przecież rozwiązał wszystkie zadania dobrze. Nie pozostało
mu nic innego, jak tylko wyjaśnić tę sprawę z prowadzącym zajęcia.
Po jedenastej znajdował się
w skromnie urządzonym gabinecie magistra Adama Tyska.
- O, pan Marski - powitał go
wykładowca matmy - zdaje się, że wiem, co pana do mnie sprowadza. Pewno jest
pan zdziwiony tym, że pan nie zdał?.
- Właśnie, po to przyszedłem. Czy mógłbym
zobaczyć swoją pracę?.
-
Oczywiście, zaraz jej poszukam - wyjął z szafki stos kartek i zaczął je
przeglądać - No i co panie Robercie, teraz już pan nie jest taki mądry jak na
zajęciach. Student pierwszego roku, któremu wydawało się, że jeśli ma pieniądze
i bogatych rodziców to wszystko mu wolno. Docinał mi pan prawie na każdym
wykładzie, ośmieszał przed studentami. O jest, znalazłem pan pracę.
Robert spojrzał na kartkę papieru, którą
mu pokazał wykładowca
-
To nie jest moja praca.
-
Słucham?
-
To nie moja praca.
-
Jak to nie pana?. Nazwisko pana, charakter pisma też pana.
Robert wpatrywał się w kartkę. Powoli
zaczynał rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi.
-
Podrobił pan moją pracę, zemścił się na mnie. Zniszczył pan moją pracę i
napisał nową moim charakterem pisma i ze źle rozwianymi zadaniami. Nigdy mnie
pan nie lubił. Pan, z białymi koszulami, krawatami, garniturami i aktówkami nie
lubi pan chłopaka z długimi włosami, kolczykiem w nosie i ubraniem, które się
panu niepodoba, a na dodatek ciągle panu docinałem. Sprytnie pan to wymyślił.
Przesadził mnie pan do pierwszej ławki, żeby nikt nie mógł zobaczyć mojej
kartki i teraz powiedzieć, że ta kartka, która leży tu przede mną to nie ta
sama, na której pisałem egzamin. A gdybym to komuś powiedział, to nikt by mi
nie uwierzył. Student, który nie zdał egzaminu teraz próbuje zwalić winę na wykładowcę.
Sprytnie pan to wymyślił, jestem bez szans.
Magister Tyska stał i uśmiechał się.
-
Tak przyznaję, że podrobiłem twoją pracę i nikt ni tego nie udowodni.
Nikt również nie uwierzy w twoją wersję, dlatego mówię ci to teraz otwarcie.
Ale jedna rzecz mnie zastanawia. Czy ty jesteś rzeczywiście taki głupi, czy
tylko udajesz i myślisz, że ja jestem głupi?. Czy myślisz, że zrobiłbym to
wszystko tylko, dlatego, że głupio ni dogadujesz?. To mi nie przeszkadza.
Zrobiłem to po twoim ostatnim wybryku. Wiesz, o co mi chodzi, to było wielkie
świństwo Robert.
Robert nie wiedział, co powiedzieć, co o
tym wszystkim myśleć. Nie wiedział, o co chodzi nauczycielowi
-
Udajesz, że nie wiesz, o co chodzi - rzekł magister Tyska - więc ci powiem.
Czasami nawet tacy ludzie jak ja, którzy mają poukładane życie rodzinne i
zawodowe, robią coś głupiego. Tak jak ja tamtego wieczoru. Siedziałem tu i
sprawdzałem prace egzaminacyjne, dużo prac. Gdy skończyłem, dochodziła
osiemnasta. Żona z córką były u koleżanki, więc postanowiłem wpaść przed
powrotem do domu do knajpki na piwo. Wypiłem jedno i miałem już iść, gdy
przyszedł mój znajomy, którego nie widziałem od dwóch lat. Kiedyś był moim
sąsiadem, ale wyprowadził się i słuch o nim zaginął. I nagle, któregoś wieczoru
zjawia się w tej samej knajpce, co ja - magister przerwała na chwilę. Po czym
mówił dalej - Był przejazdem. Miał godzinę czasu do pociągu i wpadł, żeby się
czegoś napić. Powiedział, że był u mnie w domu, ale nikogo nie było. Nie mogłem
uwierzyć w ten zbieg okoliczności, w końcu bardzo rzadko bywam w takich
miejscach. Rozumiesz, że musiałem zostać. Zaczęliśmy wspominać stare czasy,
wypiliśmy dwa, trzy piwa, dwa drinki. Byliśmy tak pochłonięci rozmową, że gdy
on spojrzał na zegarek, dawno już minęła godzina i jego pociąg już odjechał.
Zaproponowałem mu, żeby przespał się u mnie w domu. Zgodził się. Spojrzałem na
zegarek. Była dwudziesta. Powiedziałem mu, że żona z córką już pewno wróciła,
więc będę miał wytłumaczenie, dlaczego wracam tak późno i nie całkiem trzeźwy.
W końcu nie codziennie spotyka się kumpla sprzed lat. Postanowiliśmy jeszcze
szybko wypić po piwku i pójść do domu. I to było wtedy. Przysiadły się do nas
dwie dziewczyny. Zaczęliśmy z nimi gadać. Obaj byliśmy już pijani i nie zorientowaliśmy
się, że to prostytutki. Zauważyliśmy to dopiero po chwili, gdzieś po piętnastu
minutach, odprawiliśmy je i poszliśmy do domu. Ale to wystarczyło, te
piętnaście minut. Byłeś tam, w tej samej knajpce. Podszedłeś do telefonu i
zadzwoniłeś do dziekana. Przedstawiłeś się i zacząłeś z nim mówić. Nie wiem, co
mu powiedziałeś, ale dziekan, który mieszka niedaleko, zjawił się tam w ciągu
pięciu minut. Gdy nazajutrz przyszedłem na uczelnię, dziekan wezwał mnie do
swojego gabinetu i powiedział, co widział. Pijany wykładowca w towarzystwie
prostytutek. Powiedział, że mnie zwalnia. Jako, że zostały jeszcze dwa tygodnie
do końca sesji, pozwala mi dokończyć egzaminy, ale tylko dlatego, żeby studenci
przed końcem sesji nie mieli nowego egzaminatora, bo wynikłoby z tego wiele
zamieszania. Jeszcze nic nie mówiłem żonie, ale jak stracę pracę to będę musiał
jej o tym powiedzieć. Zrujnowałeś mi życie Robercie.
-
Czy pan myśli, że zrobiłem coś takiego?, że zrobiłbym komuś takie
świństwo - Robert był zdziwiony - to nie ja!
-
Wiem, że to ty. Miałeś pecha. Gdy dzwoniłeś, niedaleko telefonu stał
jeden z moich studentów i słyszał jak się przedstawiałeś i rozmawiałeś z
dziekanem. Potem widział dziekana w tej knajpce jak patrzy na mnie. Wiem, że
mnie stąd wyrzucą, ale radem ze mną ciebie też. Wprawdzie został ci jeszcze
egzamin komisyjny, ale jego też nie zdasz - mówiąc to, wskazał na białą kopertę
z napisem pytania do egzaminu komisyjnego, leżą na biurku - widzisz,
przygotowałem już pytania, są bardzo trudne, nie zdasz tego egzaminu.
-
Pan jest chory!, to nie ja. Po co miałbym to robić
-
Wynoś się z mojego gabinetu
Robert wyszedł trzaskając za sobą
drzwiami. „On to sobie wymyślił” - mówił do siebie półgłosem – „on to wymyślił.
Ten dupek wymyślił taką historię. A może rzeczywiście tak było i ktoś na niego
doniósł, a głupi belfer nie wie kto i mści się na mnie. Ale ja mu jeszcze
pokażę, wyleci stąd z hukiem, tak z hukiem”.
Robert kupił dynamit z zapalnikiem
czasowym (zdumiewające jak łatwo można kupić takie rzeczy). Wiedział, że w piątki
w domu nie będzie nikogo gdyż magister wraz z żoną i córką zawsze w piątek
wyjeżdżali na weekend do jego lub jej rodziców, a dzisiaj jest właśnie piątek.
W mieszkaniu nie paliło się żadne światło. Otworzył zamek zwykłym zakrzywionym
drutem. Pamiętał jak uczył się tego kilka lat temu na koloniach, wtedy to była
zabawa, a teraz to się przydało. Wszedł
do środka. Zaświecił latarką i poszedł do salonu.
Na środku salonu stał stół. Robert położył
pod nim dynamit. Nastawił zegar na trzydzieści minut. Włączył również swój
stoper. „Trzydzieści minut, gdy magister będzie się bawił u mamusi, jego domek
będzie fruwał w powietrzu”.
Robert włóczył się po mieście, nie
wiedział co począć. Zastanawiał się czy dobrze zrobił. Ale było już za późno,
żeby cię wycofać. Przecież nikomu nie stanie się krzywda. Spojrzał na zegarek.
Zostały 23 minuty.
Wszedł do kawiarni i zamówił piwo. Wypił
je i wyszedł.
Zostało jeszcze dziesięć minut.
Zaczął chodzić po ulicy i oglądać wystrój
okien wystawowych. Zatrzymał się na chwilę na moście i patrzył na rzekę.
Zostało pięć minut.
Postanowił pójść do McDonalda. Stał w
kolejce; nie wiedział co zamówić, choć był
już obsługiwany facet przed nim.
Jeszcze dwie minuty.
Spojrzał na faceta stojącego przed nim.
Zbladł. Zrobiło mu się słabo. To był mgr Tyska. Facet odwrócił się.
-
O, Robert, dobrze że cię widzę.
- Dzień dobry, co Pan tu robi?
-
Ja? Kupuję ież miał Pan być z rodziną u rodziców.
- A
ty skąd to wiesz?
-
Wszyscy to wiedzą. Przecież sam Pan powiedział, że w piątki nigdy nie ma
Pan dla nas czasu, bo wyjeżdża Pan do rodziców.
-
Racja, dziś też miałem być u rodziców, ale po drodze moja córka źle się
poczuła, zaczęła wymiotować i zawróciliśmy.
-
Gdzie oni teraz są? - powiedział szybko Robert.
-
Kto?
-
Pańska żona i córka.
- W
domu. Pewno śpią. A czemu pytasz.
Robert nic nie odpowiedział stał jak
zahipnotyzowany.
Jeszcze minuta i pięć sekund.
-
Wiesz, dobrze że cię widzę. To jednak nie ty doniosłe na mnie do
dziekana. To była pomyłka, przepraszam. Okazało się, że na czwartym roku, na
innym wydziale jest student, który nazywa się tak samo jak ty. Uczyłem go sześć
lat temu i oblałem do na drugim roku. Przeniósł się na inny dział i tam zaczął
od początku, od pierwszego roku. Teraz jest na czwartym i przypomniał sobie o
mnie gdy mnie wtedy zobaczył. Nie zmienia to faktu, że wyrzucają mnie z uczelni, bo rzeczywiście tam byłem
tego wieczoru, ale to nie ty na mnie doniosłeś, cóż mogę powiedzieć, przykro
mi, przepraszam. Oczywiście zdałeś egzamin. Wpadnij jutro do mojego gabinetu,
wynagrodzę ci to jakoś. No, muszę lecieć, żona i dziecko czekają.
-
Wyszedł.
Robert stał, nie umiał określić tego co
czuje.
Zostało dziesięć sekund.
-
Słucham, co dla ciebie? - rozległ się miły głos sprzedawczyni. Robert
słyszał go jednak niewyraźnie i jakby przez mgłę, bardzo daleko.
-
Co dla mnie?, co dla mnie? - wymówił cicho. Spojrzał na zegarek.
Dwie
sekundy
28 grudnia 2011
26 grudnia 2011
Nie ubrane są choinki,
bo zniknęły gdzieś śnieżynki.
W stajni nie ma renifera,
wszędzie brudno jak cholera.
Nawalone małe skrzaty,
prawie nie rozwalą chaty.
Krasnal zajął się aniołem,
leżą razem gdzieś pod stołem.
A Ty Święty Mikołaju,
chyba jesteś dziś na haju.
Nie dostanie nikt prezentów,
wszystkim Wam wesołych świętów!
(tworzenie nowych wyrazów nie jest sprzeczne z ustawą o języku polskim ani z Konstytucją)
bo zniknęły gdzieś śnieżynki.
W stajni nie ma renifera,
wszędzie brudno jak cholera.
Nawalone małe skrzaty,
prawie nie rozwalą chaty.
Krasnal zajął się aniołem,
leżą razem gdzieś pod stołem.
A Ty Święty Mikołaju,
chyba jesteś dziś na haju.
Nie dostanie nikt prezentów,
wszystkim Wam wesołych świętów!
(tworzenie nowych wyrazów nie jest sprzeczne z ustawą o języku polskim ani z Konstytucją)
1 grudnia 2011
Coś innego niż haiku :) Miesięcznik Libertas grudzień 2011
KAMIEŃ ŚLĄSKI
Pod dębami czerwonymi
choć jeszcze zielonymi
usiadłem
Kaczki żebraczki podpłynęły bliżej
na chleb czekają
Wiewiórka kolekcjonerka spogląda wesoło
i znika
Święty Jacek patrzy z góry
i nadziwić się nie może
że tu się urodził
Święty Jacku nie dziw się
tu jest wszystko czego chcę
i jezioro i drzewa
i nagła sierpniowa ulewa
i kwiaty co lepiej wyglądają niż pachną
a Ty w za małej kaplicy
zdziwiony uśmiechnięty
śląski święty
**********
pośród szumu samochodów
brodząc w śmieciach
podążają
na romantyczną randkę w supermarkecie
by w światłach lamp
wśród kolorowych półek
uśmiechać się
do promocji do darmowych próbek
i z kolorową gazetką w ręce
przytuleni do wózka z zakupami
szepcą
w którym markecie się jutro spotkamy?
Pod dębami czerwonymi
choć jeszcze zielonymi
usiadłem
Kaczki żebraczki podpłynęły bliżej
na chleb czekają
Wiewiórka kolekcjonerka spogląda wesoło
i znika
Święty Jacek patrzy z góry
i nadziwić się nie może
że tu się urodził
Święty Jacku nie dziw się
tu jest wszystko czego chcę
i jezioro i drzewa
i nagła sierpniowa ulewa
i kwiaty co lepiej wyglądają niż pachną
a Ty w za małej kaplicy
zdziwiony uśmiechnięty
śląski święty
**********
pośród szumu samochodów
brodząc w śmieciach
podążają
na romantyczną randkę w supermarkecie
by w światłach lamp
wśród kolorowych półek
uśmiechać się
do promocji do darmowych próbek
i z kolorową gazetką w ręce
przytuleni do wózka z zakupami
szepcą
w którym markecie się jutro spotkamy?
29 listopada 2011
Krótkie podsumowanie konkursów.
Udział w nich wzięło 17 osób (9 pań i 8 panów). W pierwszym konkursie - 11 osób, w drugim - 10, w trzecim -9, a w czwartym - 7. Tylko trzy osoby (Iwona, Adam i Krzysztof) brały udział we wszystkich konkursach.Ciekawe jest to, że osoba, która wygrała konkurs, nie brała udziału w następnym. Dlaczego?
Jak widać tendencja jest spadkowa. Czy jest zatem sens organizowania kolejnych konkursów? Po komentarzach Agnieszki czy Adama, aż się chce je dalej prowadzić. Może termin czwartego konkursu nie był najlepszy (PIHC). Może?
Pozwoliłem sobie podsumować wszystkie konkursy, przyznając za pierwsze miejsce 10 pkt. za drugie - 9 pkt itd. Wygrała Iwona (dla niej dodatkowa nagroda) przed Ireną i Adamem.
Czekam na Wasze opinie, komentarze i krytykę. I odpowiedź na pytanie co dalej?
26 listopada 2011
Wyniki konkursu nr 4:
1.chodnik po deszczu -
dziewczyna przeskakuje
przez chmury
Adam Augustin 22 (5+5+5+4+2+1)
2.
błysk i grzmot
na skulonych plecach
mokre warkocze
Iwona Startek 20 (5+5+4+4+2)
3.
jesienny podmuch
w brzozowej alei
złoty deszcz
Iwona Startek 13 (5+3+3+2)
4.wilgotne perły
lśnią na pajęczynie -
krople deszczu
Irena Szewczyk 11 (5+4+1+1)
5. słońce w deszczu
wyglądam tęczy
spod parasola
Halina Olszewska 10 (4+3+3)
dalej w kolejności alfabetycznej
chmura za chmurą -
w twoich oczach odbita
deszczowa jesień
Marek Kozubek 0
cichy szmer deszczu -
w dziecięcym łóżeczku
pluszowy miś
Krzysztof Kokot 3
jesienna słota
utopiła babie lato
szukam kaloszy
Halina Olszewska 4 (3+1)
już wszystkich świętych
samotna chryzantema
moknie na deszczu
Zuzanna Orzeł 1
naga tancerka -
marmurowa rzeźba
mokra od deszczu
Krzysztof Kokot 5 (2+2+1)
roznamiętnił mnie
ten deszcz za ciemnym oknem
przyspieszony puls
Zuzanna Orzeł 0
słońce po deszczu -
para młodych rzuca się
śnieguliczkami
Adam Augustin 1
szlak górski w dżdżu
odkryta dziura
w podeszwie
Marek Kozubek 9 (4+3+2)
zdumiony
spoglądasz w niebo -
kropla na policzku
Irena Szewczyk 6 (4+2)
Podsumowanie wszystkich czterech konkursów nieco później
I jeszcze o nagrodach
Tomiki ufundowali Bronisława Sibiga i Krzysztof Kokot,
z mojej strony ręcznie robiony aniołek do powieszenia i kartki świąteczne
1.chodnik po deszczu -
dziewczyna przeskakuje
przez chmury
Adam Augustin 22 (5+5+5+4+2+1)
2.
błysk i grzmot
na skulonych plecach
mokre warkocze
Iwona Startek 20 (5+5+4+4+2)
3.
jesienny podmuch
w brzozowej alei
złoty deszcz
Iwona Startek 13 (5+3+3+2)
4.wilgotne perły
lśnią na pajęczynie -
krople deszczu
Irena Szewczyk 11 (5+4+1+1)
5. słońce w deszczu
wyglądam tęczy
spod parasola
Halina Olszewska 10 (4+3+3)
dalej w kolejności alfabetycznej
chmura za chmurą -
w twoich oczach odbita
deszczowa jesień
Marek Kozubek 0
cichy szmer deszczu -
w dziecięcym łóżeczku
pluszowy miś
Krzysztof Kokot 3
jesienna słota
utopiła babie lato
szukam kaloszy
Halina Olszewska 4 (3+1)
już wszystkich świętych
samotna chryzantema
moknie na deszczu
Zuzanna Orzeł 1
naga tancerka -
marmurowa rzeźba
mokra od deszczu
Krzysztof Kokot 5 (2+2+1)
roznamiętnił mnie
ten deszcz za ciemnym oknem
przyspieszony puls
Zuzanna Orzeł 0
słońce po deszczu -
para młodych rzuca się
śnieguliczkami
Adam Augustin 1
szlak górski w dżdżu
odkryta dziura
w podeszwie
Marek Kozubek 9 (4+3+2)
zdumiony
spoglądasz w niebo -
kropla na policzku
Irena Szewczyk 6 (4+2)
Podsumowanie wszystkich czterech konkursów nieco później
I jeszcze o nagrodach
Tomiki ufundowali Bronisława Sibiga i Krzysztof Kokot,
z mojej strony ręcznie robiony aniołek do powieszenia i kartki świąteczne
23 października 2011
Konkurs nr 4 - jesień
(to już ostatnia pora roku i być może ostatni konkurs)
1. Każdy może przysłać dwa niepublikowane nigdzie (nawet na blogu czy forum) haiku.
2. Termin: 13.11.2011 godz. 12.00
3. Temat: deszcz (nie trzeba używać słowa deszcz, haiku ma się kojarzyć z deszczem)
4. Haiku przesyłamy na adres: ad.eddie.ad@gmail.com w temacie proszę wpisać słowo deszcz.
5. Nagrody: Krzysztof ufundował dwa swoje tomiki, z mojej strony coś na choinkę - ozdoby do przywieszenia, ręcznie malowane albo wyszywane (nie ja robiłem)
(to już ostatnia pora roku i być może ostatni konkurs)
1. Każdy może przysłać dwa niepublikowane nigdzie (nawet na blogu czy forum) haiku.
2. Termin: 13.11.2011 godz. 12.00
3. Temat: deszcz (nie trzeba używać słowa deszcz, haiku ma się kojarzyć z deszczem)
4. Haiku przesyłamy na adres: ad.eddie.ad@gmail.com w temacie proszę wpisać słowo deszcz.
5. Nagrody: Krzysztof ufundował dwa swoje tomiki, z mojej strony coś na choinkę - ozdoby do przywieszenia, ręcznie malowane albo wyszywane (nie ja robiłem)
30 września 2011
28 sierpnia 2011
15 sierpnia 2011
8 sierpnia 2011
Sketchbook Haiku Thread moje haiku #23 i #106
summer rain -
under the maple leaf
a small spider
letni deszcz -
pod liściem klonu
mały pająk
summer night -
I listen
where woodworm bites
letnia noc -
nasłuchuję
gdzie gryzie kornik
summer rain -
under the maple leaf
a small spider
letni deszcz -
pod liściem klonu
mały pająk
summer night -
I listen
where woodworm bites
letnia noc -
nasłuchuję
gdzie gryzie kornik
6 sierpnia 2011
W dniu 6 sierpnia w Daily Haiga ukazała się moja kolejna haiga

pełnia -
nowe latarnie
jeszcze jaśniejsze
pełnia -
nowe latarnie
jeszcze jaśniejsze
31 lipca 2011
Wyniki konkursu nr 3:
1.mglisty poranek
jednodniowy motyl
rozwija skrzydła
Agnieszka Rychter-Niesobska 27 (5+5+5+4+4+4)
2.pszczoła w koszyku
dopisuję miód
do listy zakupów
Irena Szewczyk 19 (5+5+4+4+1)
3.upalny dzień
dzbanek po kompocie
pełen owocówek
Magdalena Banaszkiewicz 16 (4+3+2+2+2+2+1)
4.deszczowe lato
cały ogród
w ślimakach
Iwona Startek 13 (5+4+2+1+1)
5.motyl na dekolcie
gorący sezon
w salonie tatuażu
Irena Szewczyk 11 (5+3+3)
6.brzęczenie
fioletowej rabaty
pszczoły w lawendzie
Iwona Startek 10 (5+3+2)
7.bezwietrzny wieczórpukają się przez szybęchrabąszcze z kotem
Adam Augustin 8 (5+3)
8/9.owad w bursztynie
zaskakujące spotkanie
po latach
Krzysztof Kokot 8 (4+3+1)
spróchniały pień
korniki wgryzają się
w głąb własnego domu
Karol Rosiak 8 (4+3+1)
dalej w kolejności alfabetycznej:
gryka zakwita
pszczoły krążą
między ulem a polem
Halina Olszewska 0
japoński ogródek
ślimak wystawia rogi
zza otoczaków
Halina Olszewska 4 (2+2)
nad białymi kwiatami
czarnego bzu
cała chmara pszczół
Teresa Grzywacz 1
parking po deszczu
mój pająk wychodzi
z lusterka
Adam Augustin 2
plac defilad
po epolecie kroczy
admirał
Agnieszka Rychter-Niesobska 4 (3+1)
sypialnia
niezabity komar
ucieka przez okno
Karol Rosiak 0
z radia "Lot trzmiela"
babcia otwiera okno -
upalne lato
Teresa Grzywacz 0
zaduch przed burzą -
zdenerwowani ludzie
i wściekłe muchy
Krzysztof Kokot 4 (3+1)
1.mglisty poranek
jednodniowy motyl
rozwija skrzydła
Agnieszka Rychter-Niesobska 27 (5+5+5+4+4+4)
2.pszczoła w koszyku
dopisuję miód
do listy zakupów
Irena Szewczyk 19 (5+5+4+4+1)
3.upalny dzień
dzbanek po kompocie
pełen owocówek
Magdalena Banaszkiewicz 16 (4+3+2+2+2+2+1)
4.deszczowe lato
cały ogród
w ślimakach
Iwona Startek 13 (5+4+2+1+1)
5.motyl na dekolcie
gorący sezon
w salonie tatuażu
Irena Szewczyk 11 (5+3+3)
6.brzęczenie
fioletowej rabaty
pszczoły w lawendzie
Iwona Startek 10 (5+3+2)
7.bezwietrzny wieczórpukają się przez szybęchrabąszcze z kotem
Adam Augustin 8 (5+3)
8/9.owad w bursztynie
zaskakujące spotkanie
po latach
Krzysztof Kokot 8 (4+3+1)
spróchniały pień
korniki wgryzają się
w głąb własnego domu
Karol Rosiak 8 (4+3+1)
dalej w kolejności alfabetycznej:
gryka zakwita
pszczoły krążą
między ulem a polem
Halina Olszewska 0
japoński ogródek
ślimak wystawia rogi
zza otoczaków
Halina Olszewska 4 (2+2)
nad białymi kwiatami
czarnego bzu
cała chmara pszczół
Teresa Grzywacz 1
parking po deszczu
mój pająk wychodzi
z lusterka
Adam Augustin 2
plac defilad
po epolecie kroczy
admirał
Agnieszka Rychter-Niesobska 4 (3+1)
sypialnia
niezabity komar
ucieka przez okno
Karol Rosiak 0
z radia "Lot trzmiela"
babcia otwiera okno -
upalne lato
Teresa Grzywacz 0
zaduch przed burzą -
zdenerwowani ludzie
i wściekłe muchy
Krzysztof Kokot 4 (3+1)
28 lipca 2011
Moje haiku w majowo-czerwcowym Sketchbook'u:
mini skirt -
gust of the wind bare pattern
on her stocking
mini spódniczka -
podmuch wiatru odsłania wzór
na jej pończosze
podmuch wiatru odsłania wzór
na jej pończosze
mini kiecka-
wiater odsłonio wzór
na jeji pończosze
wiater odsłonio wzór
na jeji pończosze
fresh strawberries -
drops of juice fall down
on her breasts
drops of juice fall down
on her breasts
świeże truskawki -
krople soku spadają
na jej piersi
krople soku spadają
na jej piersi
świyże edbery -
krople zaftu ślatują
na jeji cycki
krople zaftu ślatują
na jeji cycki
white blouse -
you have
a new bra!
you have
a new bra!
biała bluzka -
masz
nowy stanik!
masz
nowy stanik!
bioło bluzka -
mosz
nowy laibik
mosz
nowy laibik
16 lipca 2011
Wiersz ukazał się w lipcowym wydaniu Libertas
jak tu jasno!
płomienie świec skaczą wesoło
oświetlając kaplicę
tylko po co te poduszki
ozdobne okucia
koronki
a gdzie kalie!
moje ulubione kalie!
tylko jakieś róże i...
i... jakieś kwiaty
o kaliach nikt nie pamiętał...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
